Pierwszy wywiad w Polsce z Mieczysławem Łysym p.o. prezesa Polskiego Związku na Białorusi

12 styczna zrezygnował ze stanowiska prezesa Związku Polaków na Białorusi Stanisław Siemaszko. Miałem okazję spotkać go kilka miesięcy temu w Grodnie w jednej z jego restauracji. Niestety człowiek, który nie potrafi mówić po polsku, nie powinien pełnić funkcji kierowniczych Związku. To dyskredytowało go nie tylko w oczach przeciwników, ale i zwolenników organizacji. Nie wyobrażam by mógł on zbliżyć skonfliktowane związki. Na jego miejsce powołano Mieczysława Łysego. Człowieka, który jest powszechnie szanowany i lubiany. Mówi poprawnie po polsku, zarówno jego pochodzenie, jak uczciwość nie wzbudzają kontrowersji. Zmiana ta daje ogromną szansę, by przestały działać dwa związki. I jedno jest pewne, jeśli nie teraz to kiedy? Jeśli nie będzie zbliżenia stanowisk, będzie to oznaczało, że nie ma dobrej woli i są inne mroczne powody, by do dialogu nie doszło.

Mieczysław ŁysyMieczysław Łysy urodził się 3 grudnia 1959r. we wsi Niwna rejonu stołpeckiego nieopodal Puszczy Nalibockiej. Jest Polakiem z pochodzenia. Ojciec – Czesław Łysy, matka – Maria Łysa z domu Szumczyk.

Ukończył Miński Instytut Pedagogiczny (dzisiaj Uniwersytet – red.) Specjalizacja – nauczyciel fizyki i matematyki. Ponad 20 lat pracował, jako nauczyciel matematyki i pełnił funkcje dyrektora szkoły w Rubieżewiczach.

Rodzeństwo: młodszy brat Wacław, ukończył Połockie Technikum Leśnictwa, mieszka obecnie w Nowogródru i pracuje w Leśnictwie Nowogródzkim.

Żonaty. Żona Olga pracuje, jako nauczyciel matematyki w szkole w Rubieżewiczach. Ma troje dzieci. Starszy syn Dymitr pracuje, jako nauczyciel, syn Mikołaj, młodsza córka Maria jest studentką.

Andrzej R. Pawłowski: Panie Mieczysławie został pan p.o. prezesa ZPB, czy wreszcie mamy Polaka na czele organizacji?

Mieczysław Łysy: Tak, zdecydowanie zarówno moi rodzice, jak i dziadkowie byli Polakami. Ja też nim jestem, a co najważniejsze czuję się Polakiem. Urodziłem się w 1959 roku na terenach przedwojennej Polski, ówczesnej zachodniej Białorusi.

AP: Od kiedy pracuje Pan w związku?

MŁ: W związku jestem od początku jego istnienia od 1989 roku.

AP: Dlaczego według pana odszedł Siemaszko z zajmowanego stanowiska. W jakiej kondycji pozostawił związek?

MŁ: O to trzeba zapytać Siemaszkę, ja ostatnimi czasy nie miałem z nim kontaktu. Oficjalna przyczyna, to powody osobiste. Jeśli chodzi o kondycję Związku, to nie jest ona dobra, ale trzeba tu pamiętać o tym, że jesteśmy bojkotowani przez państwo polskie, przez co nie otrzymujemy pomocy. Mamy do utrzymania Domy Polskie oraz organizujemy szereg patriotycznych imprez. Na to wszystko potrzebne są pieniądze.

AP: Czy zmiana ta według pana ułatwi dialog ze związkiem Andżeliki Orechwo?

MŁ: Nie wiem, czas pokaże. Trzeba pamiętać, że do tanga trzeba dwojga. Ja jestem otwarty na dialog, ale dialog konstruktywny.

Mieczysław ŁysyAP: Jak Pan ocenia działalność związku, którym kieruje Pani Orechwo?

MŁ: Nie mogę oceniać organizacji, której działalność jest zupełnie niezauważalna. Jedynie polskie media pokazują p. Orechwo i Borys, tutaj są mało widoczne i nie mam czego tu oceniać.

AP: Dlaczego zdecydował się Pan pełnić funkcje prezesa związku?

MŁ: Nie miałem takich ambicji, ani planów. Wahałem się bardzo długo, pod uwagę brany byłem ja oraz Wiktor Bogdan. Bardzo wiele osób kontaktowało się ze mną i namawiało mnie bym się zgodził, Wiktor Bogdan również. Dlatego zmieniłem swoje plany i zdecydowałem się objąć tę funkcję.

AP: Co zamierza Pan zrobić dla Polaków żyjących na Białorusi?

MŁ: Proszę Pana, obowiązków mam bardzo dużo. Prześlę Panu harmonogram imprez, które związek organizuje lub jest współorganizatorem. Poza tym jest mnóstwo bieżących spraw, dotyczących Polaków tu żyjących.

AP: Funkcję p.o. prezesa będzie Pan pełnił do zjazdu w 2013 roku. Czy wystartuje Pan w wyborach na prezesa ZPB?

MŁ: Nie wiem, nie chciałbym. Moim marzeniem jest, by kierownictwo związku przejęli młodzi ludzie, którym los Polaków i naszej historii oraz tradycji będzie najistotniejszy. Chciałbym zostać w Związku pracować, ale chciałbym również by zarówno Łysy, jak i Orechwo stali się szeregowymi członkami jednej organizacji dla dobra Polaków i Związku.

AP: Państwa Związek przez przeciwników jest nazywany związkiem reżimowym, posłusznym Łukaszence. Czy mógłby się pan do tego odnieść?

MŁ: Nie wiem do czego mam się tu odnosić? Co znaczy reżimowy? Nasze kontakty z władzami państwa białoruskiego muszą być poprawne. Jak wyobraża Pan sobie zoorganizowanie na przykład jakiejkolwiek imprezy, bez zgody tutejszych władz. Poza tym jeśli, to że walczymy o odrodzenie polskości, pielęgnujemy naszą historię i kulturę, dbamy o polskie szkolnictwo, jest reżimowe, to ja nie rozumiem, jakie postawy objawiają patrioci? To nic innego, jak piaskownica, gdzie z powodu braku argumentów obraża się ludzi, zaangażowanych w sprawy polskie. My współpracujemy nie tylko z władzami białoruskimi, ale i polskimi urzędami na Białorusi. Pracownicy tych placówek w prywatnych rozmowach często podkreślają, że oni rozumieją nas i z nami utożsamiają się, ale nie mogą inaczej postępować, bo takie są wytyczne Warszawy.

AP: Czy widzi Pan szansę, by w najbliższym czasie zakończył się konflikt pomiędzy Polakami na Białorusi?

MŁ: Tutaj Pana zaskoczę, nie ma konfliktu Polaków na Białorusi. Polacy nie są podzieleni, ani też skonfliktowani. Są jedynie zmęczeni tą sytuacją, gdzie spór jest tworzony przez grupę osób ze Związku pani Orechwy i mam wrażenie, że tej grupie osób zależy by konflikt ten trwał.

Mieczysław ŁysyAP: Czy mógłby Pan powiedzieć coś o sobie i o swoich zainteresowaniach?

MŁ: Czasu na hobby mam zawsze za mało. Ale jeszcze w dzieciństwie grałem w muzycznym zespole dziecięcym instrumentów dętych. Z dzieciństwa mam takie zamiłowanie do muzyki, do instrumentów muzycznych. Później opanowałem samodzielnie grę na bajanie (harmonii).

Kiedyś bardzo dużo rysowałem ołówkiem. Był także moment, kiedy zacząłem malować farbami. Mam bardzo dużo obrazów w domu, całą wystawę, dużo dałem w prezencie przyjaciołom. Moje obrazy są nawet w Polsce. Ale ostatnio mam mało czasu, aby malować. Bardzo lubię różnego rodzaju sztukę i muzykę. Zawsze zwiedzam muzea. To bardzo ciekawa sprawa. Czy jestem w Mińsku czy w Warszawie, zawsze szukam informacji o wystawach i staram się zobaczyć, zapoznać się z twórczością bardziej lub mniej znanych malarzy.

AP: Jaki ma Pan stosunek do religii?

MŁ: Jestem wierzącym i praktykującym katolikiem. Wyniosłem to z domu rodzinnego. Święta religijne kultywujemy w pierwszej kolejności. Cała nasza rodzina – to Polacy i po stronie ojca jak i matki. Niedaleko naszej wsi Derewnoje jest stary piękny kościół katolicki, który ma już chyba ponad 500–letnią historię. Właśnie do tego kościoła uczęszczaliśmy. Tam miałem możliwość pogłębiania wiedzy w zakresie języka polskiego. W kościele od zawsze brzmiała mowa polska. Więc kościół w pewnym stopniu był moim nauczycielem języka polskiego. Liturgia brzmiała w języku polskim, wszystkie modlitwy też odmawialiśmy po polsku.

A w dzieciństwie, w mowie potocznej, ile siebie pamiętam, w naszej rodzinie i we wsi używało się polskie słowa. Jest to język mieszany, jak mówimy czasami „trasianka”, ale w tej mowie przeważały jednak nie rosyjskie czy białoruskie, ale polskie wyrazy.

Moi rodzice przez całe życie zajmowali się rolnictwem, pracowali w kołchozie. Dziadek był myśliwym i z tego utrzymywał rodzinę. Brat Wacław też bardzo lubi chodzić na polowanie. Ja natomiast chodzę do lasu tylko i wyłącznie po grzyby.

Mój drugi dziadek miał inne zamiłowanie – pszczelarstwo. Był bardzo znanym pszczelarzem w swojej i pobliskich miejscowościach.

AP: Kto w Pańskiej rodzinie pielęgnował tradycje narodowe i zwyczaje?

MŁ: Mama i kościół. Do dnia dzisiejszego te tradycje w rodzinie są zachowywane. Na wszystkie większe święta przyjeżdżamy do mamy, tata, niestety już nie żyje. Staramy się ją często odwiedzać. Byliśmy u niej na święta Bożego Narodzenia. Wspólnie zasiedliśmy za wigilijnym stołem, dzieliliśmy się opłatkiem.

AP: Czy coś chce Pan powiedzieć swoim rodakom żyjącym w Polsce?

MŁ: Mam rodzinę w Białymstoku, wielu znajomych w Polsce. Zawsze spotyka mnie życzliwość ze strony rodaków. Mam nadzieję, że moja działalność spotka się ze zrozumieniem, ja ze swojej strony zapewniam, że uczynię wszystko, by zarówno polskie szkolnictwo, polska tradycja i kultura odradzała się na Białorusi. Będę wdzięczny za jakiekolwiek wsparcie w realizacji wspomnianych celów.

AP: Dziękuję za rozmowę.

Навигация

Следующая статья:

К записи "Pierwszy wywiad w Polsce z Mieczysławem Łysym p.o. prezesa Polskiego Związku na Białorusi" 4 komentarze
  1. Wladyslaw napisał(a):

    Michal Pius Romer pisal, ze Polacy bialorscy i litewscy odrozniaja sie od Polakow Polski i sa prawie odrebnym narodem. Troche sensu w tym jest.
    Co panstwo o tym myszla? Czy trzeba popularizowac pracy etnograficzne M.Romera? Czy zasluguje na to?

  2. Polak napisał(a):

    Niewątpliwie mądrzejszym, należy jedynie zacząć badać o ile i w jakich konkretnie dziedzinach społeczno-politycznych!

    A dlaczego, bo nie są skąpi!… W wiedzę i doświadczenia też 🙂

  3. mapa napisał(a):

    Podstawa to aktywność. Chodzi o to, zeby po sobie nie zostawić spalonej ziemi.

  4. Polak napisał(a):

    Ta „ziemia” została już „spalona” przez arogantów i nikczemników.

Оставить свой комментарий

Поиск
Kalendarz
Styczeń 2018
P W Ś C P S N
« Gru    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  
Archiwa
Film o białoruskich Polakach
Вверх
© 2018    Kopiowanie materiałów strony polaki.org jest dozwolone wyłącznie z aktywnym linkiem   //    Zaloguj się